SWANS ARE NOT DEAD
Styczeń 10, 2010

Na oficjalnym myspace zespołu SWANS wczoraj rano pojawiła się taka o to notka, a wraz z nią nowy utwór. Co z tego , że nagrany w zaciszu domowym Michaela Giry. Ten nieoszlifowany diament zapowiada nową płytę i DVD, ale najważniejszy jest sam fakt, że Łabędzi śpiew powrócił. W składzie podstawowym, naturalnie, rzuca się w oczy brak Jarboe. Ale to zawsze jednak Gira przewodził, a będzie miał i teraz swojego dobrego kolegę Normana Westberga (to właśnie on trzymał gitarę, kiedy w roku 87 nagrywali Children Of God). Zresztą utwór Jim zdecydowanie podpowiada w jakim kierunku pan Michael w nowym etapie życia Swans pójdzie. W sumie taki scenariusz mógł być do przewidzenia (The Angels of Light). W moim mniemaniu jest to całkowicie naturalny rozwój i końcówka drogi, która zaczęła się na bezlitosnym rąbaniu w roku 82, a (byc może!) skończy się na folk/bluesowym “singer-songwriter”.
Wszak jakoś pod koniec pierwszego życia Swans Gira powiedział:
“Teraz zacząłem używać elementów muzyki, która przetrwała: blues, country, muzyka średniowieczna, folk. Dla mnie są to muzyczne formy, które powstawały naturalnie aby wyrażać uczucia ludzi. Mój sposób pracy wygląda trochę jak collage, nie komponuję swoich songs. One są kompilowane z różnych elementów muzycznych, więc jest to ta sama droga co na początku, ale bardziej delikatna i zbudowana z innych materiałów.”
Myślę, że jest to świetna okazja do dyskusji. Wszak w “życiu” Swans można wyróżnić parę etapów, parę rewolt stylistycznych, parę zróżnicowanych indywiduów jakimi niewątpliwie byli i są Michael Gira i Jarboe. No ale przede wszystkim wiele, wiele wspaniałej muzyki.

Styczeń 11, 2010 o 8:13 am
Powrót Swans… Nowa płyta, szkoda, że bez Jarboe. Ale już zacieram dłonie z niecierpliwości.
Marzec 7, 2010 o 3:18 pm
Polecam szczerze tegorocznego solowego Gire. Gitara akustyczna + wokal, bardzo surowa, ale świetna rzecz!
Marzec 7, 2010 o 6:26 pm
Jest tak właśnie jak Pan, Panie Leszku mówi!